-
Trzeba było się spieszyć, by sfotografować trzewia Tsukiji – wewnętrzną, hurtową część rybnego targu. Jeszcze niedawno co chwila przechodził strażnik i wołał “no photooo…”. Turyści mogli tu wejść dopiero po 10 rano, a i wtedy sprawialiśmy wrażenie ledwo tolerowanych ciał obcych. Wózki widłowe pędziły w różne strony. Trzeba było mieć oczy dookoła głowy, żeby uciekając